Wiemy bowiem, że jeźli tego naszego ziemskiego mieszkania
namiot zburzony będzie, budowanie mamy od Boga,
dom nie rękoma urobiony, wieczny w niebiesiech.
Samotny mężczyzna stoi na środku drogi. Obserwuje, przerażenie na
twarzy. Wszystko we krwi, on jedyny niesplamiony. Zrujnowane auta, krew i
wnętrzności. Dwa ciała, tylko jedno wciąż żyje — i to nie on. Spogląda
na swoje własne zwłoki, nie ma pojęcia co teraz zrobić. Któż w końcu
przypuszczałby z rana, że to będzie jego ostatni dzień wśród żywych, po
cóż? To wszystko, to nie może być prawdziwe. Nie może.
„c- co się stało? Ja... czemu jestem TAM. Nie powi... nie ro...” Pyta, lecz nikt nie odpowiada. Ktoś dzwoni po pomoc, nieświadomy tego, że nie ma tu już kogo ratować. Pijany kierowca dawno uciekł.
Nagle wszystko się rozmazuje. „Witaj, Jack.” Mężczyzna słyszy, lecz nie potrafi znaleźć źródła. Tyle tylko, że może. Po prostu nie chce. „Widzę, że już odkryłeś, co ci się stało?” Stworzenie mówi. Oczywiście, że wie co się stało, lecz mimo to pyta.
„Co to kurwa znaczy?” Żniwiarze to cierpliwe istoty. Mimo, iż cała ich egzystencja obraca się wokół zabijania żywych i zbierania ich dusz, niezwykle rzadko zachowują się agresywnie. To stworzenia pokoju, nie wojny. Tak więc decyduje się ono odpowiedzieć, mimo nieuprzejmości mężczyzny.
„Umarłeś. Nie sądzę, że tak cię to zaskakuje, sądząc po twoim ciele leżącym dokładnie osiem metrów od ciebie, o ile się nie mylę — racja?” Nie spodziewa się odpowiedzi. „Nazywam się Kelly” mówi i podchodzi bliżej. Ma bardzo spokojne rysy twarzy, ukazuje się jako młoda czarnoskóra kobieta. „Jestem tu, by zabrać cię do lepszego miejsca.”
„do nieba?”
„otóż... tak. Myślę, że to jest określenie, które twoja rasa wybrała dla życia pośmiertnego. Proszę, choć ze mną, a pokażę ci twój nowy dom, jack. Nie masz czego się obawiać, wszystko będzie dobrze — byłeś niezwykle dobrym człowiekiem” I jack jej wierzy. Chwyta jej rękę i widzi.
„c- co się stało? Ja... czemu jestem TAM. Nie powi... nie ro...” Pyta, lecz nikt nie odpowiada. Ktoś dzwoni po pomoc, nieświadomy tego, że nie ma tu już kogo ratować. Pijany kierowca dawno uciekł.
Nagle wszystko się rozmazuje. „Witaj, Jack.” Mężczyzna słyszy, lecz nie potrafi znaleźć źródła. Tyle tylko, że może. Po prostu nie chce. „Widzę, że już odkryłeś, co ci się stało?” Stworzenie mówi. Oczywiście, że wie co się stało, lecz mimo to pyta.
„Co to kurwa znaczy?” Żniwiarze to cierpliwe istoty. Mimo, iż cała ich egzystencja obraca się wokół zabijania żywych i zbierania ich dusz, niezwykle rzadko zachowują się agresywnie. To stworzenia pokoju, nie wojny. Tak więc decyduje się ono odpowiedzieć, mimo nieuprzejmości mężczyzny.
„Umarłeś. Nie sądzę, że tak cię to zaskakuje, sądząc po twoim ciele leżącym dokładnie osiem metrów od ciebie, o ile się nie mylę — racja?” Nie spodziewa się odpowiedzi. „Nazywam się Kelly” mówi i podchodzi bliżej. Ma bardzo spokojne rysy twarzy, ukazuje się jako młoda czarnoskóra kobieta. „Jestem tu, by zabrać cię do lepszego miejsca.”
„do nieba?”
„otóż... tak. Myślę, że to jest określenie, które twoja rasa wybrała dla życia pośmiertnego. Proszę, choć ze mną, a pokażę ci twój nowy dom, jack. Nie masz czego się obawiać, wszystko będzie dobrze — byłeś niezwykle dobrym człowiekiem” I jack jej wierzy. Chwyta jej rękę i widzi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz